NIECH ŻYJE CHRYSTUS KRÓL            KRÓLUJ NAM CHRYSTE            PANIE JEZU BĄDŹ PANEM MOJEGO ŻYCIA

 
  • 11.jpg
  • 7.jpg
  • 13.jpg
  • 4.jpg
  • 3.jpg
  • 5.jpg
  • 10.jpg
  • 6.jpg
  • 9.jpg
  • 8.jpg
  • 2.jpg
  • 12.jpg
  • 1.jpg

Mówiłam dużo złych rzeczy o Kościele, a tak naprawdę wcale go nie znałam – o powodach swojego dawnego antyklerykalizmu mówi była modelka Anna Golędzinowska

Z Anną Golędzinowską, byłą modelką, rozmawia Iwona Świerżewska

Czy to prawda, że dawniej nazywała Pani siostry zakonne „pingwinami” i najchętniej rozstrzelałaby Pani wszystkich księży? Skąd się brała ta niechęć do osób duchownych i konsekrowanych?

To prawda, tak właśnie wtedy czułam i myślałam. Prawda jest taka, że mówiłam dużo złych rzeczy o Kościele, a tak naprawdę wcale go nie znałam. Nikt mi nigdy nie powiedział, kim jest Bóg, kim są kapłani. Nie nauczyli mnie tego rodzice ani tym bardziej znajomi z Mediolanu. Powtarzałam strzępy informacji, które docierały do mnie z mediów. O tym, że księża opływają w luksusy, że molestują dzieci, mówią ludziom, jak mają żyć, a sami żyją inaczej. Nie było w tym głębszej refleksji. Dopiero teraz, z perspektywy czasu, odkrywam głębsze motywy nienawiści, którą czułam do Boga i wszystkiego, co z Nim związane. Od półtora roku jestem pod opieką egzorcysty. Prawda jest taka, że jeśli ktoś tak długo żyje w grzechu, jak to było w moim przypadku, szatan łatwo go sobie nie odpuści. Droga powrotu bywa długa i bolesna. Ja teraz dopiero zaczynam się oczyszczać z całej nienawiści do Kościoła, ludzi, rodziny i Pana Boga, która tkwiła w moim sercu z powodu popełnianych grzechów.

W jaki sposób narastała w Pani ta nienawiść?

Jej podłożem i pierwotną przyczyną był brak miłości w dzieciństwie oraz wydarzenia, które bardzo mnie skrzywdziły: molestowanie i gwałt. Po tych wydarzeniach zaczęłam nienawidzić wszystkich i wszystkiego. To były drzwi, które pozwoliły szatanowi wejść do mojego serca i zasiać tam spustoszenie. Prawda jest taka, że jeżeli ktoś żyje w grzechu ciężkim, zagłuszając głos własnego sumienia, sam widok osoby, która żyje inaczej, piękniej i lepiej, jest dla niego bardzo denerwujący. Spotkanie księdza czy zakonnicy, których widok przypominał o Bogu i zasadach moralnych, powodowało, że widziałam, iż jestem w jakiś sposób brudna. Choć przychodziły chwile opamiętania i refleksji. Pamiętam taką sytuację, kiedy wróciłam do domu i zastałam swojego ówczesnego narzeczonego z kolegami, którzy wciągali kreski kokainy z książki o Janie Pawle II. To było dwa tygodnie po śmierci papieża. Sama nie wiem, dlaczego tak mnie to wtedy zabolało. Przecież Kościół był mi wówczas obojętny. Ale ten człowiek był tak dobry i święty i dopiero co umarł! Spojrzałam na narzeczonego, którego przecież kochałam, i zobaczyłam śmiejącą się małpę. A później zrozumiałam, że jestem taka sama. Nie ma dla mnie żadnych świętości. Nie chciałam taka być. Coś mi mówiło, że gdzieś istnieje lepsze, bardziej wartościowe życie.

Co się zmieniło? Jak teraz patrzy Pani na osoby konsekrowane i kapłanów?

W tej chwili mieszkam z siostrami we wspólnocie w Medjugorie, dużo też rozmawiam z księżmi. Jeśli miałabym opisać swoje obecne uczucia wobec nich, powiedziałabym, że czuję ogromną wdzięczność za to, co dla mnie zrobili. Widzę, że codziennie pomagają zagubionym osobom, takim jak ja. Dają swoim życiem ogromne świadectwo. Świadomie decydują się na ubóstwo, rezygnują z kariery, z wielu przyjemności. Dziękuję im za tę odwagę, którą się wykazali, kiedy odpowiedzieli na wezwanie Jezusa, co nie jest w dzisiejszym świecie proste, i poszli za Nim.

Co Pani myśli o atakach na Kościół, od których roi się we współczesnych mediach?

Myślę, że księża też są ludźmi. Nie są wolni od grzechu i słabości. Kiedy się żyje obok nich na co dzień, widać to wyraźnie. Szatan jest bardzo cwany. Codziennie czeka na okazję, żeby doprowadzić kogoś do upadku. Kusi kapłanów tak samo jak świeckich i czasem mu się udaje. A mimo to większość kapłanów, których znam, żyje w zgodzie z Ewangelią. Jeśli chcemy mieć świętych kapłanów, powinniśmy modlić się za nich, a nie krytykować.

Polecamy