NIECH ŻYJE CHRYSTUS KRÓL            KRÓLUJ NAM CHRYSTE            PANIE JEZU BĄDŹ PANEM MOJEGO ŻYCIA

 
  • 5.jpg
  • 11.jpg
  • 10.jpg
  • 3.jpg
  • 1.jpg
  • 13.jpg
  • 4.jpg
  • 12.jpg
  • 6.jpg
  • 9.jpg
  • 2.jpg
  • 8.jpg
  • 7.jpg

Nasz Dziennik, 2012-06-13

Dla każdego człowieka wierzącego, katolika, jest rzeczą zupełnie normalną, że znakiem krzyża rozpoczyna modlitwę, posiłek, podróż czy inne działania, które są dla niego bardzo ważne. To jednak, co dla jednych jest czymś naturalnym, dla innych okazuje się nie do zniesienia.

W internecie zawrzało, gdy przed obroną karnego w meczu z Grecją bramkarz reprezentacji Polski ukląkł i przeżegnał się. To według jednego z "autorytetów" miało rzekomo skompromitować całą polską reprezentację na Euro 2012. Wściekłość wzbudził właściwie nie tylko sam znak krzyża, ale także to, że Przemysław Tytoń publicznie przyznał, iż ten znak coś ważnego dla niego znaczy, a właściwie coś najważniejszego - prośbę o błogosławieństwo Boże. I tego było już za wiele. Tak więc krzyżyk jako kolczyk, jako ozdoba, jako dodatek do kreacji jest w modzie, ale krzyż jako publiczne przyznanie się do Chrystusa już nie przejdzie. To już zaścianek, zabobon i kompromitacja... Cała ta sprawa ma oczywiście swoje szersze tło. Władze federacji piłkarskich nie ukrywają swej niechęci do religijnych demonstracji na stadionach. Na szczęście piłkarze, czy szerzej - sportowcy, nie ulegają takiej presji, co doskonale widać także na boiskach Euro 2012. Nie ma meczu, żeby jakiś piłkarz nie przeżegnał się, wchodząc na boisko czy po strzeleniu gola. I dobrze, że takie publiczne świadectwo płynie do kibiców. Brońmy prawa do publicznego wyznawania swej wiary! Jako chrześcijanie wierzymy, że znak krzyża wykonany z szacunkiem sam w sobie staje się modlitwą wyrażającą także to, co kryje się w naszym sercu. To prośba o Bożą opiekę, a także o łaskę wytrwania w chwilach trudnych. Nie trzeba się z tym chować po kątach czy stadionowych szatniach. No, chyba że przyjmiemy ten tok myślenia, który już ktoś nam raz zaproponował. Tak jak krzyż przed Pałacem Prezydenckim nie mógł stać, bo to "sanktuarium państwa", tak może teraz ktoś uważa, że na stadionie też nie ma miejsca na ten znak, bo to jakieś "sanktuarium sportu". Można i tak. Tylko wtedy fundujemy sobie jakąś schizofrenię duchową, która nie ma już nic wspólnego z chrześcijaństwem. Bo chrześcijaninem, katolikiem, jest się cały czas albo cały czas się tylko udaje, że się nim jest. Innej drogi nie ma.

Sławomir Jagodziński

Polecamy