NIECH ŻYJE CHRYSTUS KRÓL            KRÓLUJ NAM CHRYSTE            PANIE JEZU BĄDŹ PANEM MOJEGO ŻYCIA

 
  • 6.jpg
  • 9.jpg
  • 1.jpg
  • 11.jpg
  • 5.jpg
  • 2.jpg
  • 8.jpg
  • 13.jpg
  • 7.jpg
  • 12.jpg
  • 4.jpg
  • 10.jpg
  • 3.jpg

Nasz Dziennik, Środa - Czwartek, 6 - 7. 06. 2012 r.

alt Cząstka Ciała Pańskiego na korporale Kaplica wiecznej adoracji, w której umieszczono kustodię z cząstką Komunii Świętejalt Siostra Julia Dubowska pokazuje naczynie, w którym zanurzona była Hostia              Po pielgrzymce do Sokółki pani Zofia Szypulewska znowu może chodzić

Ilekroć stajemy w obliczu nadprzyrodzonych znaków, tylekroć próbujemy znaleźć odpowiedź na pytanie, co Bóg chciał przez to powiedzieć, przekazać człowiekowi. W czasie uroczystości przeniesienia Cząstki Ciała Pańskiego do kaplicy wystawienia Najświętszego Sakramentu metropolita białostocki ks. abp Edward Ozorowski sens Cudu Eucharystycznego, do którego doszło w Sokółce, wyjaśniał w następujący sposób: "Wprawdzie Jezus błogosławionymi nazywa tych, "którzy nie widzieli, a uwierzyli" (J 20, 29), ale Bóg miłuje także tych, którzy szukają znaków. (...) Chociaż przeto wszędzie tam, gdzie sprawowana jest Najświętsza Ofiara, dokonuje się cud eucharystyczny, to jednak w Sokółce został on zdwojony. Cud wiary został umocniony cudem empirycznym. W Sokółce rodzi się na nowo nadzieja dla świata. Bo Bóg jest wśród swego ludu" - mówił ksiądz arcybiskup.

W porównaniu z okresem sprzed trzech lat wypiękniała kolegiata pw. św. Antoniego i otoczenie wokół niej, zbudowano nowy parking, rozwinęło się również miasto, do którego przyjeżdżają coraz większe rzesze pielgrzymów. Jednak życie codzienne mieszkańców Sokółki niewiele się zmieniło. Oni raczej ze spokojem i cichą radością przyjmują Cud Eucharystyczny, do którego doszło w miejscu, gdzie żyją i pracują. - Trudno to objąć ludzkim umysłem - przyznaje burmistrz miasta Stanisław Małachwiej. - Jako człowiek wierzący przyjąłem to po prostu z pokorą. Widocznie tak musiało być - mówi. Po chwili zastanowienia dodaje: - Być może głęboka wiara i przywiązanie całego Podlasia, w tym Sokółki, do tradycji sprawiły, że Bóg chciał dać namacalny sygnał: to, co robicie, jest dobre i potrzebne.

Może w tym kryje się sens znaku danego ludziom wierzącym z całego świata?

Nagroda za wierność

Czy Pan Bóg jakoś przygotowywał sokółczan do Cudu Eucharystycznego, który wydarzył się w kościele św. Antoniego Padewskiego w październiku 2008 roku? Jeśli spojrzy się z perspektywy czasu, wiele może wskazywać na to, że tak.

Pielgrzymów uderza głęboka pobożność mieszkańców Sokółki i okolic, w której na szczególną uwagę zasługuje rozwinięty kult eucharystyczny i maryjny. Ziemia sokólska zrodziła też błogosławionych kapłanów Kościoła katolickiego: męczennika ks. Jerzego Popiełuszkę oraz ks. Michała Sopoćkę, spowiednika św. Siostry Faustyny Kowalskiej. Kolegiata pw. św. Antoniego w Sokółce, sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Świętej Wodzie i sanktuarium maryjne w Różanymstoku stały się niemal obowiązkowymi punktami dla pielgrzymów odwiedzających Białostocczyznę. Powiat sokólski to również miejsce, gdzie od pokoleń w atmosferze pokoju i wzajemnego szacunku mieszkają obok siebie katolicy, prawosławni i muzułmanie. - My tych różnic nie zauważamy na co dzień. Znamy się od dzieciństwa, to dlaczego mamy się kłócić? Tu ludzie żyją normalnie - mówią sokółczanie. 2 października 2011 r. odbyła się uroczystość przeniesienia Cząstki Ciała Pańskiego do specjalnie odrestaurowanej i przygotowanej do tego celu kaplicy Matki Bożej Różańcowej. Stało się to trzy lata po tym, jak siostra Julia Dubowska, zakrystianka ze Zgromadzenia Sióstr Eucharystek, jako pierwsza stała się świadkiem wydarzenia określanego mianem Cudu Eucharystycznego.

Zobaczcie, jestem z wami

Gdy 12 października 2008 roku siostra Julia - jak co dzień - sprzątała po Mszy Świętej, zauważyła, że w vasculum znajduje się Komunikant, który upadł kapłanowi w czasie rozdzielania wiernym Komunii Świętej. Vasculum to niewielkie naczynie tuż przy tabernakulum służące szafarzowi do obmywania palców po obrzędzie Eucharystii. Siostra, wiedząc, że intencją kapłana, który umieścił w nim Komunikant, było to, aby się rozpuścił, postanowiła schować naczynie do znajdującego się w zakrystii sejfu. Przez kilka kolejnych dni sprawdzała, czy Hostia już się rozpuściła, ale ponieważ tak się nie stało, zapomniała na jakiś czas o całej sprawie.

Do sejfu zajrzała znowu dopiero 19 października - w niedzielę misyjną. Najpierw jej uwagę przykuł zapach kwaszonego chleba. Gdy wzięła do ręki naczynie z Najświętszym Sakramentem, zauważyła, że z Hostii pozostał tylko mały fragment, a na nim znajduje się świeża krew, która jednak nie barwiła wody. - Patrzyłam na to zjawisko jak Mojżesz na krzak, który płonął, ale się nie spalał. Woda była przezroczysta, Komunikant śnieżnobiały, a na nim lśniła na czerwono żywa krew - relacjonuje siostra. Natychmiast powiadomiła proboszcza ks. Stanisława Gniedziejkę. Kapłan zadecydował, aby na razie nikomu o tym wydarzeniu nie mówić, a Hostię schować z powrotem do sejfu. Po kilku dniach powiadomiono metropolitę białostockiego ks. abp. Edwarda Ozorowskiego. W dniu, gdy ksiądz arcybiskup miał przyjechać, siostra Julia powtórnie wyjęła naczynie z Najświętszym Sakramentem i przekazała księdzu proboszczowi. Ksiądz arcybiskup Ozorowski oraz kapłani, którzy przybyli wraz z nim, byli bardzo poruszeni tym, co zobaczyli. Na polecenie księdza arcybiskupa Komunikant wyjęto z wody, położono na małym korporale i umieszczono w tabernakulum w kaplicy na plebanii, gdzie był przechowywany przez następne trzy lata. W międzyczasie patomorfolodzy z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku - prof. dr hab. Maria Sobaniec-Łotowska i prof. dr hab. Stanisław Sulkowski, przeprowadzili szczegółowe badania, które wykazały, że struktura badanego fragmentu Komunikantu jest identyczna z tkanką mięśnia sercowego człowieka jeszcze żyjącego, ale będącego w stanie agonii. Wykluczając ludzką ingerencję, patomorfolodzy podkreślili, że włókna mięśnia sercowego są tak mocno wrośnięte w Komunikant, że nawet dysponując najnowocześniejszym sprzętem mikroskopowym, nie udałoby się ich w taki sposób połączyć. Po przebadaniu świadków i zapoznaniu się z orzeczeniami naukowców komunikat w tej sprawie wydała również komisja kościelna powołana przez ordynariusza archidiecezji białostockiej. Komisja potwierdziła przebieg wydarzeń, które miały miejsce przed odkryciem cudu i po nim, oraz stwierdziła, że "wydarzenie z Sokółki nie sprzeciwia się wierze Kościoła, a raczej ją potwierdza".

Siostra Julia, opowiadając o Cudzie Eucharystycznym, z trudem ukrywa wzruszenie. - Było to dla mnie bardzo osobiste i wewnętrzne przeżycie. Gdy przenosiłam vasculum do sejfu, nie miałam wątpliwości, że znajduje się w nim żywy, prawdziwy Pan Bóg. A gdy to się stało, było mi bardzo smutno, bo pomyślałam sobie, że musiał dać nam, ludziom słabym i wątpiącym, jeszcze jeden oficjalny znak, przez który mówi: zobaczcie, Ja - żywy i prawdziwy Bóg, jestem z wami.

Spotkanie z żywym Jezusem

Ściana nawy kolegiaty, w której dziś znajduje się kaplica całodziennej adoracji z Cząstką Ciała Pańskiego, usiana jest symbolami eucharystycznymi - widać je zarówno na witrażach, jak i na znajdujących się tuż pod sufitem malowidłach, które powstały dużo wcześniej, niż wydarzył się cud. Mało kto wierzy, że to przypadek.

Od momentu otwarcia kościoła do jego zamknięcia w kaplicy znajdują się osoby, które adorują Najświętszy Sakrament. Parafianie sami przyszli do swoich duszpasterzy i poprosili o to, aby dwa razy dziennie - po ostatniej Mszy św. porannej i o godz. 15.00 mogli odprawiać nabożeństwa. - Nie chcemy im niczego narzucać ani instytucjonalizować. Robią to spontanicznie z potrzeby spotkania z Panem Jezusem, z potrzeby modlitwy - wyjaśnia ks. proboszcz Stanisław Gniedziejko. W czwartkowe Nieszpory Eucharystyczne kościół jest pełen ludzi. Ksiądz proboszcz chwali sokółczan za ich dojrzałość, zaangażowanie i pomoc, jaką okazują kapłanom, którym w związku ze wzmożonym ruchem pielgrzymkowym z dnia na dzień przybywa obowiązków. - Spokojnie i bez zbędnej euforii przeżywają swoją wiarę. I o wiele częściej spotykamy się w kościele - dodaje. Co ciekawe, dużo więcej ludzi niż dawniej przychodzi na Msze św. poranne, których w sokólskiej kolegiacie sprawuje się trzy. Wzrosła też liczba osób przystępujących do spowiedzi św., szczególnie wśród osób, które przez wiele lat unikały kratek konfesjonału. Kapłani mówią, że uzdrowień duchowych jest o wiele więcej niż cielesnych. Ksiądz Gniedziejko ma swoje zdanie na temat kondycji ludzkiej i religijności Polaków. Z jego obserwacji wynika, że jest z tym dużo lepiej, niż to się słyszy w mediach. - Media mówią swoje, a my widzimy swoje. Człowiek jest z natury istotą religijną, a natury człowieka się nie zmieni - podkreśla. Jego zdaniem, Polacy już nieraz w historii dawali dowód swojego przywiązania do wiary katolickiej, Matki Przenajświętszej i ufności Opatrzności Bożej. Ten dowód składają również, przyjeżdżając i modląc się w Sokółce.

- Pracujemy bardzo intensywnie, ale ta praca przynosi wiele satysfakcji, ponieważ prośby, które zanosimy wraz z pielgrzymami, są wysłuchiwane - zauważa ks. Wojciech Dziubiński, wikariusz, który jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo Komunikantu, opiekuje się pielgrzymami i gromadzi ich świadectwa.

Trzeba tylko uwierzyć

W lutym tego roku zostało wysłane do Watykanu sprawozdanie mówiące o tym, co wydarzyło się od czasu, kiedy świat dowiedział się o cudzie. Opisano w nim m.in. nasilenie ruchu pielgrzymkowego oraz łaski i cuda wyproszone przed Najświętszym Sakramentem w kościele św. Antoniego. Kapłani w Sokółce skrzętnie gromadzą świadectwa osób, które doświadczyły różnych łask.

Wiele z tych świadectw dotyczy uzdrowienia z choroby. Jeden z ostatnich listów nadszedł na adres sokólskiej kolegiaty z oddalonej o blisko 100 km Olszanki koło Augustowa. W październiku 2011 r. mieszkające tam małżeństwo Zofia i Czesław Szypulewscy uczestniczyli w uroczystości przeniesienia kustodii z Cząstką Ciała Pańskiego do kaplicy Matki Bożej Różańcowej. Pani Zofia przyjechała do Sokółki pomimo dotkliwego bólu opuchniętych kolan, przez co nie mogła samodzielnie chodzić. Choroba, którą lekarze zdiagnozowali jako zwyrodnienie stawów, zaczęła się dziesięć lat temu. Pani Zofia musiała zrezygnować z wielu codziennych zajęć, jak chociażby praca w ogródku, chodziła, korzystając z pomocy męża lub podpierając się ścian. W nocy ból stawał się nie do wytrzymania. Nie pomagały wizyty u lekarza, zabiegi rehabilitacyjne, lekarstwa ani nawet zastrzyki. Aż przyszedł dzień wyjazdu do Sokółki. Na placu przed kościołem zgromadziły się rzesze pielgrzymów, wśród nich państwo Szypulewscy - panu Czesławowi z trudem udało się zdobyć krzesło dla żony. Zaczęła się Msza Święta z uroczystą procesją.

- Kiedy patrzyłam na Hostię, ogarnął mnie wielki żal, aż się rozpłakałam. Prosiłam Pana Jezusa o zdrowie, za swoje kolana. W tej intencji przyjęłam Komunię Świętą - opowiada pani Zofia. Minęło kilka dni. Któregoś ranka, wstając z łóżka, zauważyła, że może samodzielnie stać i nie czuje bólu. - Znów się rozpłakałam i powiedziałam mężowi, że dzieje się coś dziwnego. Zaczęłam chodzić! Jakby mi ktoś dał nowe nogi. Ból ustąpił, jak ręką odjął - relacjonuje ze wzruszeniem.

Pani Zofia jest przekonana, że to, co się stało po pielgrzymce do Sokółki, to cud. Ale zastrzega: - Tylko trzeba uwierzyć. Ja uwierzyłam.

W tym samym czasie lekarze spotkali się z przypadkiem medycznym równie niewytłumaczalnym z punktu widzenia nauki. W nocy z 3 na 4 września 2011 r. do umierającego mieszkańca Sokółki Franciszka Krawczyńskiego wezwano pogotowie. Lekarz po badaniu uznał, że mężczyzna jest w stanie agonalnym. Jego zdaniem, pacjent był tak bliski śmierci, iż z pewnością zmarłby podczas transportu do szpitala. Dlatego zwrócił się do córki Franciszka tymi słowami: "Pani ojciec umiera. Niech pani wezwie księdza, aby udzielił mu ostatniego namaszczenia".

Do umierającego przybył proboszcz sokólskiej kolegiaty ks. Stanisław Gniedziejko. - Przybyłem do chorego i udzieliłem mu sakramentu namaszczenia chorych. Odchodząc, położyłem rękę na czole umierającego i udzieliłem mu końcowego błogosławieństwa. Wtedy nagle pan Krawczyński otworzył oczy, uśmiechnął się do mnie i powiedział: "Cześć, Stanisławie". Wszyscy obecni osłupieli - relacjonuje to niezwykłe wydarzenie ksiądz proboszcz. Pacjent został przewieziony do szpitala i tam poddany szczegółowym badaniom. Stwierdzono, że doszło u niego do wielomiejscowego zatoru krwi. Na tę chorobę cierpiał od dawna. Jednak w niewytłumaczalny dla nauki sposób wszystkie zatory w jednej chwili "wyparowały". Obecnie, jak twierdzi, czuje się nawet lepiej niż przed chorobą układu krążenia. "Świadkowie uzdrowienia zgodnie uznają je za szczególny znak działania Jezusa obecnego w Eucharystii w sokólskim sanktuarium" - czytamy w zapisach dotyczących tego cudu.

Bogusław Rąpała

Polecamy