NIECH ŻYJE CHRYSTUS KRÓL            KRÓLUJ NAM CHRYSTE            PANIE JEZU BĄDŹ PANEM MOJEGO ŻYCIA

 
  • 10.jpg
  • 4.jpg
  • 9.jpg
  • 2.jpg
  • 5.jpg
  • 13.jpg
  • 6.jpg
  • 12.jpg
  • 3.jpg
  • 11.jpg
  • 7.jpg
  • 1.jpg
  • 8.jpg

NASZ  DZIENNIK,  wtorek 29 maja 2012 r.

alt

Z prof. Krystyną Pawłowicz, posłem na Sejm, prawnikiem, członkiem Krajowej Rady Sądownictwa, wykładowcą na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki 

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w piątkowym orzeczeniu nie dostrzegł błędów po stronie KRRiT. Jednak wyrok nie jest jednogłośny, a zatem sprawa dla sędziów nie była tak oczywista.
- Piątkowy wyrok sądu w najwyższym stopniu zasługuje na przedstawienie daleko idących zastrzeżeń prawnych. To, że nie jest on jednomyślny, jest bardzo pocieszające. To pokazuje, że skoro argumenty przedstawione przez Fundację Lux Veritatis przekonały jednego z trzech sędziów orzekających, to znaczy, że materiał przedstawiony przez Fundację ma sens, odnosi się do naruszeń prawa i pokazuje rzeczywiste naruszenia prawa. Głos odrębny dowodzi, że jeden z sędziów uznał roszczenia Lux Veritatis za udowodnione, tzn. przedstawiony materiał przekonywał, że doszło do naruszenia prawa i procedur przez KRRiT. Dokumenty Fundacji uzupełnione były bogatym materiałem merytorycznym, fachowo przedstawiały zestawienia, liczby i opierały się na faktach. Materiał, który przed procesem przedstawiała Fundacja, przekonywał nie tylko komisje sejmowe, ale również wszelkie środowiska i społeczeństwo, które po analizie publicznej tego materiału przyznawało rację Fundacji Lux Veritatis. O naruszeniach prawa przez KRRiT wspominały również oświadczenia licznych środowisk społecznych w Polsce, także dziennikarzy. Wydaje się, że pozbawiony uprzedzeń sędzia musiałby wziąć pod uwagę cały ten ogromny materiał dowodowy. Fundament prawny został przedstawiony. Kwestią problematyczną pozostaje ocena faktów przez sąd. W swojej taktyce sędzia Rudnicki uciekł od faktów, nie ustosunkował się do nich, uznając, że nie musi tego robić. Tak nie powinno być. Poczekajmy na pisemne uzasadnienie wyroku, ale to, co pan sędzia powiedział w ustnym uzasadnieniu, nie przysparza chluby bardzo odpowiedzialnej służbie publicznej, jaką jest sądownictwo. Odrębność stanowiska jednego z sędziów pozwala mieć nadzieję, że w Naczelnym Sądzie Administracyjnym być może przewagę będą mieli sędziowie nieuprzedzeni do Telewizji Trwam, którzy zechcą zapoznać się z materiałem dowodowym i bezstronnie przyjrzeć się naruszeniom prawa i procedury.

Jakie obiekcje ma Pani Profesor jako prawnik?
- Słuchając argumentacji sędziego Zbigniewa Rudnickiego, miałam wrażenie, że słucham mowy obrońcy. Tak bowiem przemawia adwokat, który broni swojego klienta: minimalizuje, umniejsza bądź wcale nie odnosi się do argumentów strony przeciwnej, natomiast eksponuje prawdziwe czy też nieprawdziwe zalety swojego klienta, również z wad robi jego zalety. Sędzia właściwie odmówił zajęcia się sprawą, twierdząc, że nie będzie się zagłębiał w jakieś tabelki, nie będzie powoływał biegłych. Tymczasem, moim zdaniem, właśnie to było istotą pokazania nadużycia i przekroczenia prawa przez KRRiT. Jednym z kryteriów udzielenia koncesji jest ocena sytuacji finansowej i sąd musi to zbadać i sprawdzić, czy określenie sytuacji finansowej jest zgodne z prawem. Musi sprawdzić, czy te obliczenia zostały wykonane zgodnie z ustalonymi zasadami prawa i wykładni prawa. Sąd nie chciał ocenić legalności ustalania sytuacji finansowej Telewizji Trwam i innych wnioskodawców. Nie odniósł się do argumentów prawnych i w swym stylu było to wystąpienie publicystyczne. Natomiast sąd podbudował i usprawiedliwił argumenty przewodniczącego KRRiT, nie odnosząc się do argumentów ogromnej wagi, przedstawionych precyzyjnie i jasno przez Fundację Lux Veritatis, a jednocześnie dowodzących naruszenia zasady równości w całym postępowaniu. Sąd nie zwrócił uwagi na naruszenia przepisów prawa przez KRRiT, która ma przecież, zgodnie z Konstytucją i ustawą o radiofonii i telewizji, bronić i budować zrównoważony rynek medialny w Polsce. Zarówno KRRiT, jak i Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie muszą przestrzegać zasad Konstytucji RP, a więc muszą działać zgodnie z zasadą sprawiedliwości społecznej. Sądy i organy administracji, tak jak wszystkie organy państwa, mają również obowiązek działać zgodnie z art. 7 Konstytucji RP, tzn. mogą działać tylko na podstawie i w granicach prawa. Natomiast pan przewodniczący Dworak ustanowił swoje własne dowolne procedury. Co więcej, przewidział własną, prywatną procedurę konsultacji społecznych, czego ustawa o radiofonii i telewizji nie przewiduje.

Czy w tym przypadku możemy mówić o naruszeniu Konstytucji RP?
- Moim zdaniem tak. KRRiT jest organem konstytucyjnym, ma dbać o pluralizm na rynku medialnym. Co więcej, Konstytucja nakazuje wszystkim organom państwa zapewnienie obywatelom korzystania z ich praw. Organy państwa nie mogą walczyć z obywatelem, nie mogą wyszukiwać przeciwko niemu różnych argumentów, nie mogą blokować mu możliwości korzystania z konstytucyjnych praw i wolności. Każdy człowiek ze swej natury jest podmiotem wolności, a państwo ma tylko gwarantować możliwość korzystania z tych wolności. Państwo nie przydziela obywatelom żadnych praw, państwo poprzez odpowiednie stanowienie przepisów prawa i poprzez odpowiednie orzekanie przez sądy ma zapewnić, żeby korzystanie z praw obywatelskich było jak najpełniejsze. Natomiast w tym wypadku KRRiT blokuje, wymyśla procedury, działając na zasadzie: "Nie damy wam koncesji. I co nam zrobicie?". Mało tego, KRRiT działa w układzie władzy politycznej, który opanował wszystkie struktury państwowe, i tak naprawdę obywatele nie mają już żadnej innej możliwości dochodzenia swoich praw poza sądem, który jak w tym przypadku niestety odmówił zajęcia się tą sprawą. Sędzia bardzo wyraźnie usprawiedliwiał przewodniczącego Dworaka i KRRiT, twierdząc, że Rada nie jest superbankiem i w zasadzie nie musi oceniać sytuacji finansowej wnioskodawcy, chociaż taki obowiązek wynika przecież z art. 36 ustawy o KRRiT.

Słuchając wywodów przewodniczącego składu orzekającego, sędziego Zbigniewa Rudnickiego, można było odnieść wrażenie, delikatnie rzecz ujmując, że nie przepada on za Telewizją Trwam?
- W ustnej argumentacji, którą sędzia motywował wyrok, podważał on wiarygodność Telewizji Trwam. Sędzia nie odnosił się do działań KRRiT, natomiast starał się udowodnić, że darowizny nie są pewnym źródłem finansowania, co oczywiście kłóci się z praktyką i realiami. Tym bardziej że działając już od 10 lat na rynku medialnym, pierwszą koncesję Telewizja Trwam otrzymała, wskazując jako źródło finansowania m.in. darowizny. Wtedy, jak widać, nie było, a teraz, zdaniem pana sędziego, okazało się to jedną z istotniejszych przeszkód. Takie podejście przeczy rzeczywistości, bo jak się okazuje, darowizny, a więc ofiarność społeczna wiernych, są jednym z pewniejszych źródeł finansowania. Tym bardziej że ustawa o KRRiT w żadnym miejscu nie zabrania finansowania działalności medialnej z darowizn. Jest to istotne szczególnie w Polsce, gdzie zdecydowana większość społeczeństwa to katolicy, a znaczna część Polaków, którzy są potencjonalnymi ofiarodawcami, protestuje obecnie przeciwko dyskryminacji Telewizji Trwam i niejako przekonuje, że są skłonni nadal wspierać finansowo to dzieło. Wobec tego nie wiem, czym kierował się sędzia Rudnicki, twierdząc, że źródło finansowania tego medium nie jest pewne. Ponadto sędzia Rudnicki wszystkie wątpliwości, jakie pojawiały się w sprawie, interpretował przeciwko Fundacji Lux Veritatis. Jest to podstawowy błąd interpretacji prawa, gdyż zgodnie z ogólną zasadą prawa wszystkie wątpliwości prawne interpretuje się na rzecz wolności obywatelskich, a nie przeciwko obywatelom, przeciwko ograniczaniu tych właśnie wolności i praw. Sąd nie odniósł się jeszcze do innej bardzo ważnej kwestii, tzn. że KRRiT, odrzucając wniosek Lux Veritatis, nie dopuściła do pojawienia się na rynku medialnym innej stacji niż obecnie istniejące tam lewicowe czy też lewackie media, tzn. nie dopuściła do spluralizowania tego rynku chociaż w minimalnym zakresie. Ponadto chcę panu sędziemu przypomnieć, że w prawie nie ma czegoś takiego jak "dowolność orzekania" i jeżeli nawet przepisy prawa pozostawiają pewien margines swobody w ocenie, to zawsze musi ona mieć oparcie w przepisach tego prawa jawnego albo prawa, które nie może być publikowane, ale zawsze musi być podstawa prawna. Nie ma tu zatem miejsca na "dowolność". Natomiast jeżeli sędzia Rudnicki twierdzi, że organ państwa może sobie dowolnie przesiewać wnioskodawców i wybierać, którego zechce, to jest to nieprawda. Taka praktyka i takie podejście pana sędziego jest niczym innym jak psuciem prawa.

Od wniesienia skargi przez Fundację Lux Veritatis upłynęło niewiele czasu. Czy sądy administracyjne z reguły tak szybko rozpatrują sprawy i o czym to może świadczyć?
- Z reguły trwa to dłużej. Ten wyrok pokazuje, że sąd jakby idzie na rękę władzy, a wszystko razem składa się na większy zamysł polityczny, który ma na celu wyeliminowanie Telewizji Trwam z rynku. Być może szybkie rozpatrzenie odmowne wniosku Fundacji Lux Veritatis ma na celu doprowadzenie do zapomnienia o tej sprawie w czasie zbliżających się mistrzostw Europy w piłce nożnej. Celem dalekosiężnym jest jednak jak najszybsze i za wszelką cenę usunięcie Telewizji Trwam przed wyborami parlamentarnymi, które być może odbędą się przed terminem. Przy istnieniu Telewizji Trwam wygrana wyborów przez obecny układ nie byłaby taka łatwa. A zatem szanse na zwycięstwo obecnej koalicji istotnie zwiększyłyby się poprzez usunięcie medium, które pokazywałoby rzeczywistość funkcjonowania koalicji PO - PSL, Ruchu Palikota i innych środowisk sprzyjających władzy.

Dziękuję za rozmowę.

Polecamy