NIECH ŻYJE CHRYSTUS KRÓL            KRÓLUJ NAM CHRYSTE            PANIE JEZU BĄDŹ PANEM MOJEGO ŻYCIA

 
  • 3.jpg
  • 13.jpg
  • 8.jpg
  • 6.jpg
  • 11.jpg
  • 12.jpg
  • 2.jpg
  • 1.jpg
  • 5.jpg
  • 10.jpg
  • 4.jpg
  • 9.jpg
  • 7.jpg

Nasz Dziennik, 2012-04-28

Dziś można już mówić o wielkim ruchu społecznym, jaki zawiązał się w obronie Telewizji Trwam. Ta szczególna jednośc serc zaowocowała ponad dwoma milionami zebranych podpisów, a przede wszystkim marszami w wielu miastach w Polsce i za granicą. Liczba ich uczestników, głoszone hasła, a także fakt pomijania tych marszów milczeniem przez większość mediów spowodowały, że Polacy coraz częściej zastanawiają się nad rolą środków społecznego przekazu, stawiają pytania o to, jak z misji informacyjnej i edukacyjnej wywiązuje się telewizja publiczna, stanowiąca de facto własność całego Narodu.

"Nie" dla poniżania katolików

W minioną sobotę na placu Trzech Krzyży w Warszawie było biało-czerwono. Kiedy po Mszy św. rozbrzmiała pieśń "Boże, coś Polskę", rozkołysało się morze polskich flag. Ponad 120 tysięcy uczestników wielkiego Marszu w obronie Telewizji Trwam połączyło pragnienie prawdy i wolności w mediach.

- Tylko tej Telewizji i temu Radiu wierzę. Inne media nie mówią prawdy - ocenia Wioletta Matusiak, która po pięciu latach emigracji zarobkowej wróciła do Polski. Była zszokowana tym, co zobaczyła - sytuacja okazała się zupełnie inna, niż przedstawiały ją media publiczne i komercyjne. Zaczęła wtedy oglądać Telewizję Trwam i słuchać Radia Maryja, które rzetelnie pokazują Polskę pod rządami Donalda Tuska.

Arbitralne wykluczenie Telewizji Trwam z cyfrowego multipleksu zmobilizowało do obrony katolickiej stacji również tych Polaków, którzy wcześniej z różnych powodów nie oglądali tej Telewizji, ale uważają, że katolicki nadawca powinien mieć takie same prawa jak inni. - Wiem, że tej Telewizji potrzebuje ogromna rzesza Polaków. Dlatego tutaj jestem. Katolicy, jak każda inna grupa społeczna i religijna w Polsce, mają konstytucyjnie zagwarantowane prawo do wolności słowa - podkreśla Joanna Rokosz, która przyszła na marsz ze swoim kilkuletnim synkiem Antonim. Według niej, bezzasadna odmowa Telewizji Trwam miejsca na cyfrowym multipleksie to kneblowanie ludziom ust i odbieranie tej wolności. Uwagę przykuwa koszulka Joanny z napisem: "Lady Moher". Kobieta tłumaczy, że założyła ją w poczuciu solidarności z tymi, których się dzisiaj dyskryminuje, w obronie ludzkiej godności. - Wyśmiewanie kogokolwiek ze względu na jego przekonania religijne, wygląd czy sposób bycia jest niegodne. Nie zgadzam się na to. Jest we mnie sprzeciw wobec poniżania jakiejkolwiek grupy społecznej - zaznacza.

Zamach na godność człowieka

Marsze w obronie Telewizji Trwam to inicjatywy na rzecz otwierania ludziom oczu na rzeczywistość medialną. Pokazują, że Polacy chcą, by w każdym polskim medium można było mówić swobodnie o tym, co jest prawdziwe, piękne i co służy człowiekowi. Niestety, dzisiaj większość mediów jest zamknięta na te prawdy. - Te wartości powinny przyświecać misji zwłaszcza telewizji publicznej. A gdy robi to Telewizja Trwam, uaktywniają się siły, które starają się nie dopuścić katolickiego nadawcy na platformę cyfrową - mówi Wojciech Niźnikowski, przedsiębiorca z Łodzi, który na marsz przyjechał z trojgiem dzieci. Jego zdaniem, świadczy to o lęku środowisk politycznych i biznesowych, którym ujawnienie prawdy mogłoby poważnie zaszkodzić, ponieważ wiąże się ze zmianą myślenia wielu do tej pory manipulowanych ludzi. Pan Wojciech przyznaje, że jeszcze jakiś czas temu sam pewnych spraw do końca nie rozumiał i nie dostrzegał. - Żyjemy w epoce obrazu. Dlatego posiadanie własnej telewizji przez katolików ma kluczowe znaczenie w otwieraniu oczu innym na prawdę oraz na to, co cenne w życiu człowieka - podkreśla. Dzisiaj w większości mediów promowana jest pseudowolność, która zamiast służyć, szkodzi człowiekowi. - A tymczasem wolność to prowadzenie do oczywistych wartości - akcentiuje pan Niźnikowski.

Najbardziej w innych mediach przeszkadza mu to, że nie są one przyjazne rodzinie. Dostrzega w tym świadome działanie, program niszczenia człowieka, zniewalania go. - Dlaczego w mediach publicznych i komercyjnych nie mówi się o tym, jakie są prawdziwe skutki aborcji, eutanazji, antykoncepcji i czym tak naprawdę jest in vitro? Wokół tych tematów panuje wielka zmowa milczenia - zauważa. W ten sposób dokonuje się zamachu na coś najważniejszego, na godność człowieka. Dlatego trzeba tworzyć środowiska wolne od toksycznych mediów.

Nadzieja na przyszłość

Bezprawne blokowanie dostępu Telewizji Trwam do cyfrowego multipleksu nie tylko dyskryminuje katolików, ale uderza też w całe społeczeństwo, celowo atomizowane przez władzę. Te praktyki jako żywo przypominają arsenał metod stosowanych przez rządzących w czasach PRL. - Wracamy do komuny. Widać to chociażby po tym, jak z mediów publicznych zostali wyrzuceni dziennikarze reprezentujący niezależne poglądy - zauważają Agnieszka i Jarosław Białeccy z Żyrardowa. Pan Jarosław dodaje: - Jeśli nie można mówić tego, co się myśli, pokazywana jest tylko jedna strona, która ma monopol na mówienie, co jest dobre, a co złe, jeśli nie dopuszcza się do jakichkolwiek debat, z góry wyśmiewając i ośmieszając tych, którzy mają inne zdanie, jest to po prostu totalitaryzm.

Waldemar Wilczek z Lublina był na marszu w Warszawie, bo nie zgadza się na niszczenie katolickich mediów. - Przyczyną tej nagonki na Telewizję Trwam, tego zmasowanego ataku, jest chęć przejęcia całkowitej władzy przez jedną opcję polityczną. Stąd zamiar kontrolowania wszystkich źródeł informacji przekazywanych opinii publicznej oraz blokowanie katolickich nadawców - wyjaśnia. Dla Ewy i Dzierżysława Bonowskich, małżeństwa z Wągrowca koło Poznania, obecność na marszu była głosem w obronie prawdziwego dziennikarstwa. - Chcemy bronić prawdy oraz tych dziennikarzy, którzy pracując w Radiu Maryja, Telewizji Trwam i "Naszym Dzienniku", nam ją przekazują - deklarują. Kieruje nimi również troska o dobrą, nieopartą na kłamstwie przyszłość ich czworga dzieci. - Młode pokolenie musi znać prawdę o naszym kraju, naszej historii. Oni szukają wartości i celów w swoim życiu. W tych mediach znajdują też postawy oparte na Dziesięciu Przykazaniach - to daje im poczucie bezpieczeństwa w czasach powszechnego zagubienia, a nam nadzieję na przyszłość - wyjaśnia Ewa, nauczycielka wychowania fizycznego i wiedzy o kulturze w szkole ponadgimnazjalnej. Jej mąż Dzierżysław zauważa natomiast, że w trudnych sytuacjach życiowych w Radiu Maryja i Telewizji Trwam można znaleźć duchowe wsparcie i pociechę. - Gdy zmarła bliska mi osoba, Radio Maryja było jedyną stacją, której mogłem wtedy słuchać - opowiada.

Jednak obecnej władzy media katolickie są nie na rękę. Alicja i Paweł Borczyńscy z Jasienicy koło Warszawy wskazują, że niechęć do Telewizji Trwam bierze się ze strachu przed prawdą. Oni również patrzą na środki społecznego przekazu z perspektywy rodziców świadomie wychowujących pięcioro dzieci. - To, co oferują telewizja publiczna i stacje komercyjne, nie ma nic wspólnego z wychowaniem w duchu wiary katolickiej i patriotyzmu. Telewizja Trwam i Radio Maryja pomagają nam wychowywać nasze dzieci tak, żeby czuły dumę z bycia katolikami i Polakami - tłumaczą. - Dlatego będziemy przychodzili na marsze dotąd, aż rządzący ulegną - podkreśla Paweł Borczyński.

Chodzi o prawdę

Niezależnie od tego, ilu uczestników marszów w obronie Telewizji Trwam widzą dziennikarze tzw. mainstreamowych mediów, fakty są takie, że kiedy czoło sobotniego marszu w stolicy docierało przed kancelarię premiera, plac Trzech Krzyży opuszczały osoby zamykające pochód. Wystarczy dodać, że odległość dzieląca te dwa miejsca to około półtora kilometra. To pokazuje, jakie rzesze Polaków bronią dziś Telewizji Trwam. Bo jak tłumaczą państwo Bonowscy, tu nie chodzi tylko o miejsce na cyfrowym multipleksie. - Chodzi o dostęp do prawdy, o rzetelność i uczciwość w środkach społecznego przekazu oraz o promowanie prawdziwych wartości. Tych wartości, które nam jako Narodowi są bardzo potrzebne.

Bogusław Rąpała

Polecamy