NIECH ŻYJE CHRYSTUS KRÓL            KRÓLUJ NAM CHRYSTE            PANIE JEZU BĄDŹ PANEM MOJEGO ŻYCIA

 
  • 9.jpg
  • 4.jpg
  • 6.jpg
  • 10.jpg
  • 5.jpg
  • 13.jpg
  • 2.jpg
  • 3.jpg
  • 8.jpg
  • 12.jpg
  • 1.jpg
  • 7.jpg
  • 11.jpg

Jacek Bartyzel

Decyzja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która - nie czekając nawet na rozpoznanie odwołania wnioskodawcy - rozdzieliła wszystkie lokalizacje na multipleksie cyfrowej telewizji naziemnej MUX1, uniemożliwiając tym samym nadawanie w technologii cyfrowej Telewizji Trwam, nasuwa dwa wnioski. Nie pretendują one do miana odkrywczych, stanowią natomiast dobitne potwierdzenie wielokrotnych dotychczasowych spostrzeżeń dotyczących polityki informacyjnej państwa i samych zasad jej funkcjonowania.

Po pierwsze, fakt ów po raz kolejny dowodzi, jak szkodliwy, błędny i zły w samej swojej istocie jest etatystyczny system koncesjonowania działalności w sferze nadawczo-medialnej, oparty nieuchronnie (w ogólniejszym systemie demooligarchii partyjnej) na stronniczej, realizującej partykularne interesy dominujących grup interesu, korupcjogennej, ostentacyjnie wręcz uznaniowej i jeszcze na dodatek obłudnie pozorującej kompetencję zasadzie działania. Nie bez znaczenia jest także to, że za (ekonomiczną) przesłankę negatywną (sic!) uznano akurat to, że Telewizja Trwam swojej działalności nie chce opierać na funduszach publicznych, lecz na środkach własnych, uzyskiwanych drogą dobrowolnych darowizn, wyrażono zarazem typowo "nadopiekuńczą", a niewczesną troskę o pewność owych darowizn. Jest to zatem, powtórzmy, system amoralny, patologiczny i w żaden sposób niereformowalny, toteż jedynym słusznym rozwiązaniem jest jego unicestwienie. Likwidacja tej chorej instytucji, czyli KRRiT, powinna być jednym z głównych postulatów prawdziwie antysystemowej siły politycznej, jeżeli taka w końcu się ukształtuje.

Po drugie, ostentacyjna wręcz odmowa włączenia w system nowoczesnej technologii, udzielona jedynemu wnioskodawcy, który zarazem jest wnioskodawcą katolickim, jaskrawo unaocznia ideologiczne przesłanki decyzji. Skoro koncesję otrzymały wszystkie stacje, których laicki i często wręcz chrystofobiczny, skrajnie lewicowy ideologicznie oraz permisywny w sferze moralnej charakter jest oczywisty, a także stacje utrwalające najniższe gusta w sferze estetycznej, negatywny wyjątek uczyniono zaś dla stacji katolickiej (i zarazem promującej cnotę patriotyzmu), to konkluzja narzuca się sama: reżim demoliberalny - którego instytucjonalną agendą jest przecież KRRiT - traktuje medium katolickie, kulturę katolicką i katolicyzm tout court jako wroga publicznego (hostis) swojego "ustanowionego (nie)porządku". Tylko bowiem wrogowi publicznemu ogranicza się przecież możliwości działania i rozpowszechniania niesionych przez niego treści, jeśli nie wręcz dąży się do jego zniszczenia. 

Po raz kolejny zatem otrzymaliśmy dowód, że w warunkach "zaostrzającej się walki klasowej" (by zacytować klasyka jednej ideologii antykatolickiej), wciąż obowiązuje maksyma sformułowana przed wiekami przez klasyka innej ideologii tego typu, tj. liberalnej, Johna Locke´a, który formułując jako postulat nowej (w miejsce tradycyjnej, przyjmowanej przez Kościół) koncepcji tolerancji tolerowanie wszystkich denominacji, uczynił wszelako jeden wyjątek od tej ogólnej reguły: nie ma i nie może być tolerancji dla katolików.

Autor jest politologiem i filozofem polityki, wykłada na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika.

Polecamy