NIECH ŻYJE CHRYSTUS KRÓL            KRÓLUJ NAM CHRYSTE            PANIE JEZU BĄDŹ PANEM MOJEGO ŻYCIA

 
  • 8.jpg
  • 1.jpg
  • 2.jpg
  • 13.jpg
  • 11.jpg
  • 4.jpg
  • 7.jpg
  • 5.jpg
  • 12.jpg
  • 9.jpg
  • 10.jpg
  • 3.jpg
  • 6.jpg

Zdarza się, że proszą o modlitwę, która skróci czas ich pobytu w czyśćcu. Najczęściej przychodzą we śnie, ale udokumentowane są również przypadki, kiedy zostawiają widoczne ślady swojej obecności. Dusze cierpiące w czyśćcu czasem ostrzegają i wzywają żyjących do nawrócenia. W śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa śmierć nie jest przepaścią, która całkowicie rozdziela zmarłych od żyjących.

Pewnemu młodemu mężczyźnie przyśnił się jego zmarły ojciec. Zadał mu jedno krótkie pytanie: "Kiedy ty, mój synu, pójdziesz do spowiedzi?". Mężczyzna był głęboko poruszony swoim snem, tym bardziej że od kilku lat nie przystępował do sakramentów świętych. Kapłan, którego poprosił o radę, odpowiedział mu: "Niewątpliwie stoi za tym troska ojca o pańskie zbawienie". Tego rodzaju sny, kiedy widzi się swoich zmarłych bliskich, nie są rzadkością.

Muzeum  Dusz Czyśćcowych
W Rzymie, niedaleko Watykanu, znajduje się kościół pw. Wstawiennictwa Świętego Serca (Sacro Cuore del Suffragio). W jednym z pokojów jego zakrystii zgromadzone zostały świadectwa śladów pozostawionych przez dusze cierpiące w czyśćcu. Ta niezwykła kolekcja nosi nazwę małego Muzeum Dusz Czyśćcowych (Piccolo Museo del Purgatorio). Twórcą muzeum jest ojciec Victor Jou�t, założyciel Arcybractwa Serca Jezusowego dla Pomocy Duszom Czyśćcowym. Eksponatem numer jeden jest tajemnicze odbicie twarzy na ścianie kaplicy poświęconej świętym duszom, która znajdowała się w miejscu obecnego kościoła. Powstało podczas pożaru tejże kaplicy w listopadzie 1897 roku.

Doktor Gerard van den Aardweg, holenderski naukowiec przedstawiający w swojej książce "Spragnione dusze. Zjawy z czyśćca" zebrane w muzeum dowody, opisuje to wydarzenie następująco: "(...) ołtarz kaplicy zajął się ogniem. Liczni świadkowie tego wydarzenia odnieśli wrażenie, że dostrzegli w płomieniach po lewej stronie ołtarza twarz cierpiącej osoby. Nie wiadomo, czy było to objawienie duszy czyśćcowej, lecz faktem jest, że na owym miejscu wciąż dostrzec można zniekształcone rysy twarzy". Większość eksponatów w muzeum stanowią jednak wypalone na materiale, kartkach papieru, a czasem w drewnie ślady palców lub dłoni. Zostały one dokładnie zbadane i na miarę możliwości ludzkiego poznania potwierdzono ich autentyczność jako powstałych w wyniku działania sił pozaziemskich. Dlaczego zjawy z czyśćca pozostawiają akurat ślady dłoni? Doktor Gerard van den Aardweg w swojej książce tłumaczy: "Poza twarzą dłoń jest tą częścią ludzkiego ciała, która wyraża jego najbardziej indywidualne cechy (...)". Jego zdaniem, dusze czyśćcowe robią to, ponieważ chcą dowieść, że "były one tam wówczas naprawdę oraz że chodzi o autentyczne ich prośby (...)". Symbolika dłoni jest wymowna dla żyjących - przy pomocy dłoni człowiek pracuje, wyraża uczucia i emocje, a także składa je, kiedy się modli lub prosi o pomoc i miłosierdzie.

Dłoń na korporale
Bardzo poruszający ślad pozostawiony prawdopodobnie przez duszę czyśćcową znajduje się również w klasztorze na Jasnej Górze. Szacuje się, że pochodzi z XVII wieku. Jest to wypalona na korporale dłoń zmarłego księdza. Pieczę nad eksponatem sprawują ojcowie paulini. Nie jest wystawiony na widok publiczny. Najstarszy zapis dotyczący tego zjawiska pochodzi z 1890 roku. To relacja ojca Rachela, księdza z parafii Psie Pole obok Wrocławia, który podczas pielgrzymki do Częstochowy oglądał tajemnicze zjawisko. Od jednego z zakonników usłyszał historię, według której przed bardzo wielu laty dwóch księży z Zakonu Paulinów obiecało sobie wzajemnie, że ten z nich, który umrze pierwszy, prześle drugiemu znak z zaświatów. I kiedy jeden z nich zmarł, jakiś czas potem drugi z kapłanów, który właśnie kończył Mszę św. i składał korporał, był świadkiem zdarzenia opisanego przez ojca Rachela następująco: "W tym momencie na korporale pojawiła się ręka i po chwili znikła. Jak wyraźne i rozległe pozostały ślady wypaleń po dotyku tej ręki widać na dziewięciokrotnie złożonej tkaninie. Miały one kształt ludzkiej dłoni".

- Pierwsza warstwa korporału jest zwęglona, a ostatnia pożółkła. Ale na drugiej i trzeciej warstwie widoczne są nawet linie papilarne - tak pozostawiony ślad opisuje ojciec Melchior Królik, dyrektor archiwum Jasnej Góry. Jego zdaniem, zmarły kapłan dał w ten sposób dowód, że potrzebuje pomocy. Ojciec Królik zaznacza jednak, że mimo iż znak ten można odczytywać jako dowód na istnienie czyśćca, to jest to jednak tylko prywatne objawienie, które do niczego nie zobowiązuje, choć może wzruszać i pouczać oraz utwierdzać w przekonaniu, że przez modlitwę, a szczególnie przez Mszę św., duszom w czyśćcu można skutecznie pomóc i skrócić lub złagodzić ich cierpienie. One same nie mogą sobie pomóc, ale mogą pomóc żyjącym, którzy się za nich modlą. - Na tym polega sprawiedliwość i miłosierdzie Boże - podsumowuje ojciec Królik. Gerard van den Aardweg opisuje, że podobne porozumienie zawarł Don Bosco ze swoim przyjacielem i - tak jak w przypadku dwóch paulinów - zostało ono zaakceptowane przez Boga. Jednak holenderski badacz podkreśla: "(...) fakt, że zmarły tak nagle i w sposób budzący lęk spełnił dane przyrzeczenie, stanowi wymowną nauczkę: wieczność to niezgłębiona tajemnica, nie można z nią igrać z niemądrej ciekawości".

Czym jest czyściec?
Niektórym osobom Bóg pozwolił za życia w sposób szczególny zgłębić tajemnicę czyśćca. Jedną z nich jest święta Siostra Faustyna. W "Dzienniczku" opisała moment swoich mistycznych odwiedzin w czyśćcu: "W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy przyjść im z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały mnie. Mój anioł stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie jest ich największe cierpienie. I odpowiedziały mi jednozgodnie, że największe dla nich cierpienie to jest tęsknota za Bogiem...".

Czy czyśćca należy się bać lub rozpatrywać go w kategorii kary za grzechy? Dominikanin ojciec Jacek Salij OP nie ma wątpliwości, że czyściec jest darem Bożego miłosierdzia dla tych, którzy zmarli ukierunkowani ku Bogu, ale nie zdołali do końca wyrzucić z siebie przywiązania do grzechu. - To odpowiedź Pana Boga na sytuację, kiedy człowiek odszedł z tego świata i nie dokończył swojego umierania dla grzechu - tłumaczy dominikanin. Jego zdaniem, nie można sobie wyobrazić tego, jak wygląda czyściec. Zaleca wielką ostrożność w interpretacji opisywanych znaków. - Możemy się domyślać, że źródłem cierpień czyśćcowych jest trudna do wyobrażenia tęsknota za Bogiem, kiedy to jeszcze nie wszystko w człowieku jest godne życia wiecznego w niebie - mówi ojciec Salij. - Ale ta tęsknota oczyszcza i uzdalnia do pełnego zjednoczenia z Bogiem. Dlatego dusze chętnie poddają się temu oczyszczeniu, ponieważ ich głównym motywem jest miłość do Boga, a nie to, czy będzie im dobrze, czy źle - podkreśla.

Według piętnastowiecznej mistyczki św. Katarzyny z Genui, dusze w czyśćcu są szczęśliwe tak niewyobrażalnie, że tylko zbawieni w niebie są od nich szczęśliwsi, a zarazem cierpią tak niewyobrażalnie, że tylko potępieni w piekle cierpią więcej niż oni. Ojciec Salij zauważa, że wiele żyjących osób świadomych swoich słabości, ale pragnących po śmierci dostąpić zbawienia, modli się o to, żeby dostać się "przynajmniej" do czyśćca. - Ponieważ duszom cierpiącym męki czyśćcowe towarzyszy pewność, że ich losem jest wiekuiste szczęście z Bogiem. Ta pewność to źródło radości i szczęścia, natomiast fakt, że jeszcze coś je od Boga oddziela, jest źródłem niewyobrażalnego nieszczęścia i cierpienia - mówi dominikanin. Błogosławiona Katarzyna Emmerich, zakonnica posiadająca dar widzenia życia i Męki Pańskiej, która za życia doświadczyła objawienia z czyśćca, była przekonana, że wszystko, co może pomóc duszom czyśćcowym i skrócić ich męki czyśćcowe, pochodzi od żyjących, którzy modlą się w ich intencji.

Oczyszczający ogień
We fragmentach Pisma Świętego, w mistycznych przeżyciach wielu świętych, a także w procesie powstawania śladów zgromadzonych w Muzeum Dusz Czyśćcowych w Rzymie i na Jasnej Górze w kontekście czyśćca bardzo często pojawia się ogień. - Należy go rozumieć jako ogień miłości i tęsknoty wobec Boga mający moc oczyszczania, ale który sprawia niewyobrażalny ból - mówi ojciec Salij. We wspomnieniach osób, którym ukazywały się osoby cierpiące w czyśćcu, często zachowały się wspomnienia płonących ludzkich postaci. Taki przypadek opisuje w swoim "Dzienniczku" Siostra Faustyna, której ukazała się cała w ogniu postać zmarłej siostry zakonnej. Kiedy św. Siostra Faustyna usilnie modliła się za jej duszę, ta pojawiła się po pewnym czasie znowu, tym razem dziękując za modlitwę i informując, że dostała się do Boga.

O oczyszczającej mocy ognia wielokrotnie czytamy na kartach Pisma Świętego. Święty Paweł w Liście do Koryntian pisze: "tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę (...)" (1 Kor 3, 13-15). Według ojca Salija, może być tak, że jedyne pytanie, jakie Pan Bóg postawi nam po śmierci, będzie brzmiało: "Czy ty mnie kochasz?". - A na Sądzie Bożym nie da się kłamać. Będziemy zdolni odpowiedzieć wyłącznie zgodnie z prawdą. Ci, którzy odpowiedzą "tak", pójdą prosto do nieba. A tych, którzy nie będą potrafili odpowiedzieć pozytywnie, Pan Bóg zapyta: "Czy przynajmniej pozwolisz mi, żebym Ja kochał ciebie?". Jeśli odpowiedzą "tak", pójdą do czyśćca właśnie po to, żeby ugruntowało się w nich pragnienie kochania Boga całym sobą - podsumowuje ojciec Salij.

Świętych obcowanie
Teologowie są bardzo ostrożni, jeśli chodzi o komentowanie znaków zgromadzonych w Muzeum Dusz Czyśćcowych czy też jasnogórskiego odcisku dłoni. - Kościół niczego konkretnego na ten temat nie naucza. Ale takie zjawiska występują, a trudno jest kwestionować fakty - zauważa ojciec Salij. W nauczaniu Kościoła mowa jest za to o świętych obcowaniu. W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajduje się fragment mówiący o tym, że już w czasie pogrzebu także zmarły modli się razem z tymi, którzy w pogrzebie uczestniczą.

W śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa śmierć nie jest przepaścią, która całkowicie rozdziela zmarłych od żyjących. Dlatego modlitwa za tych, co umarli, a szczególnie sprawowana w ich intencji Msza św., ma głęboki sens i przynosi ulgę duszom w czyśćcu cierpiącym. Jeśli zaś jakaś dusza czyśćcowa daje znaki żyjącym, to robi to tylko za pozwoleniem Boga, po to, aby prosić o modlitwę lub przestrzec przed życiem niezgodnym z przykazaniami. Co się jednak tyczy tego drugiego, w tym miejscu warto sobie przypomnieć przypowieść Jezusa o biednym Łazarzu. Abraham sprzeciwił się w niej prośbie bezlitosnego bogacza znajdującego się w piekle, który chciał, aby posłać Łazarza z ostrzeżeniem do jego braci. Martwił się bowiem, że żyjąc tak jak on, podzielą jego los. Prorok mu jednak odpowiedział: "Jeśli Mojżesza i proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą" (Łk 16, 31). "Bo to, czego istnienia ci ludzie nie chcą, po prostu dla nich nie istnieje" - podsumowuje w swojej książce dr Gerard van den Aardweg.

NASZ DZIENNIK

Polecamy